Najoryginalniejszy serial animowany nadawany przez TVP w latach 90 - tych. Wieczorynka, która wywoływała strach i niepokój, budziła lęk, a mimo to, miała w sobie jakąś siłę, która przyciągała i nie pozwalała odejść od telewizora. Przypominam "Wyspę niedźwiedzi".
Szukałam w internecie informacji o tym serialu i okazało się, że jest ich bardzo niewiele . Praktycznie nic nie wiemy o jego twórcach. Serial został wyprodukowany przez francuską wytwórnie Pixibox, lecz na stronie prezentującej jej dorobek o serialu nawet nie wspomniano O czym jest "Wyspa niedźwiedzi" oraz dlaczego przeznaczona dla dzieci bajka wywoływała lęk, napiszę jutro.
Przypomnijcie sobie czołówkę... i już wiadomo o jakim serialu mówię.
piątek, 30 września 2011
środa, 28 września 2011
Zapomniane... (Moje książki dzieciństwa). "Plastusiowy pamiętnik"
Swego czasu pani Maria Kownacka otrzymała od redaktorki "Płomyczka” zlecenie napisania opowiadania o szkole. Opowiadanie miało ukazywać się w gazecie przez rok a jego bohaterem miał być ludzik z drzewa lub gałganków. Pisarce nie spodobał się pomysł, Zupełnie nie miała ochoty opisywać losów wymyślonego ludzika. Przecież ludzik z drzewa jest nieciekawy i mało zajmujący. Ponieważ nie wiedziała, co zrobić udała się po radę do swojej siedmioletniej koleżanki Krysi. Dziewczyny myślały, myślały i nic. Następnego dnia zjawia się u pani Marii szczęśliwa Krysia i wyjmuję z piórnika małego ulepionego z plasteliny ludzika. Twórcą ludzika, któremu nadano imię Plastuś była koleżanka Krysi Tosia. I w ten sposób bohaterem debiutującego 2 września 1931 roku na łamach „Płomyczka” „Plastusiowego pamiętnika” ( wydanie książkowe 1936 r.) Marii Kownackiej stał się ludzik z plasteliny Plastuś.
„Plastusiowy pamiętnik” jest jedną z moich najukochańszych książek z dzieciństwa. Pamiętam jak wieczorami historię małego ludzika czytała mi mama. Z otwartą buzią słuchałam o przygodach Plastusia a działo się, działo.
Plastuś został ulepiony z czerwonej plasteliny. Ma duży nos, odstające uszy, nosi zielone majteczki. Mieszka w drewnianym piórniku. I to z jego punktu widzenia prowadzona jest w książce narracja. Sympatyczny ludzik opowiada o swoich i mieszkańców piórnika przygodach, o perypetiach Tosi w szkole, o tym jak dziewczynka uczy się koleżeństwa, obowiązkowości. Szkoła jest nie tylko miejscem, gdzie zdobywa się wiedzę, ale także uczy zachowań międzyludzkich.
„Plastusiowy pamiętnik” jest książką wspaniałą, pełną ciepła i humoru. Napisana prostym językiem, jednak dziecko wiele słów może nie zrozumieć. Zapyta, co to jest stalówka lub koza zapustna, zdziwi się, dlaczego piórnik Tosi wykonany był drzewa i nie miał wizerunku Hannah Montany. Realia szkolne się zmieniły, problemy dzieci nie i dlatego warto sięgnąć po "Plastusiowy Pamiętnik"
Książka „Plastusiowy pamiętnik” doczekała się kontynuacji. O dalszych losach Plastusia możemy przeczytać w książkach: „Przygody Plastusia”, „Za żywopłotem" "Plastusiowo" oraz "Plastusiowa farma".
Na motywach książki powstała bajka muzyczna z Irena Kwiatkowską w roli Plastusia oraz ośmioodcinkowy serial animowano - aktorski.
Tak jak już wspomniałam czytelnicy po raz pierwszy spotkali się z Plastusiem 2 września 1931 r. a zatem w tym roku sympatyczny ludzik obchodził swoje 80 urodziny.
Wszystkiego najlepszego Plastusiu!
Pierwszy odcinek nakręconego w latach 80-tych filmu "Plastusiowy pamiętnik" Obejrzyjcie.
wtorek, 27 września 2011
Oglądane - uwielbiane. Seriale animowane. "Pszczółka Maja"
Na blogu pojawiły się już recenzje filmów dla dzieci i mam nadzieję, że systematycznie będą dodawane. Pomyślałam jednak, że pełnometrażowe filmy animowane tak naprawdę są przez nas oglądane raz , dwa razy, no dobra może i kilkanaście razy jeżeli kochamy daną animację. Ale są tacy bohaterowie, z którymi spotykaliśmy się codziennie, co tydzień... Każdego dnia o 19:00 zasiadałam przed telewizorem by obejrzeć wieczorynkę, soboty były zarezerwowane dla bloku "Hanna Barbera Polska" a niedziele dla produkcji Walta Disney'a. Stąd zrodził się pomysł aby przypomnieć seriale animowane. Fajnie byłoby opisać tak wszystkie: od tych których nie pamiętam ( "Gąska Balbinka", "Jacek i Agatka") poprzez te, na których się wychowałam ("Gumisie", "Smerfy") aż do najnowszych produkcji typu "Ben 10". Stworzyć taką swoistą bazę seriali animowanych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że sama tego nigdy nie dokonam. Seriali jest za dużo, a ja oprócz nich, chciałabym jeszcze kilka rzeczy na blog wrzucić i kilka pomysłów zrealizować. Ale mimo to, nie poddaje się i właśnie dzisiaj zaczynam nowy blok pt. "Oglądane- uwielbiane. Seriale animowane".
„Tę pszczółkę, którą tu widzicie zwą ją Mają” śpiewał przed laty Zbigniew Wodecki i to serial pt.. „Pszczółka Mają” rozpoczyna cykl pt. „Oglądane- uwielbiane. Seriale animowane”
"Pszczółka Maja", to oparty na książce Waldemara Bonselsa, "Die Biene Maja und ihre Abenteuer" animowany serial produkcji austriacko-japońsko-niemiecko-portugalsko-hiszpańsko-kanadyjskiej. Serial w reżyserii Hiroshi Saitō, Mitsuo Kaminashi oraz Seiji Endō zadebiutował na świecie 1 kwietnia 1979, składał się z 52 odcinków i emitowany był przez rok. Popularność bajki sprawiła, że w 1982 roku powstała druga seria (reż. Mitsuo Kaminashi, również 52 odcinki)
Polscy widzowie przygody Mai mogli oglądać od 26 grudnia 1979 roku.
A o czym jest "Pszczółka Maja"? To przygody rezolutnej, sympatycznej pszczółki oraz jej przyjaciół. Każdy odcinek to spotkanie z mieszkańcami łąki: z trutniem Guciem, z muchą Bzykiem, z konikiem polnym Filipem, z Teodorem żukiem gnojarzem, czy z pajęczycą Teklą. W serialu zachwyca świat owadów oraz umiejętność swobodnego poruszania takich zagadnień jak przyjaźń, miłość, pomoc innym...
Niewątpliwie oprócz samej fabuły do popularności serialu przyczyniła się muzyka, zachwycał dubbing. Chyba nie ma osoby w Polsce, która nie znałaby wykonywanej przez Zbigniewa Wodeckiego piosenki „Pszczółka Maja”. Także takie numery jak "Myślę że znacie mnie, jestem truteń Gucio" czy piosenka konika polnego Filipa uatrakcyjniały serial. Co zaś się tyczy dubbingu. To głosu Mai użyczyła pani Ewa Złotowska, Gucio mówił głosem Jana Kociniaka. "Pszczółka Maja" jest jednym z tych seriali, który co jakiś czas pojawia się na ekranach telewizorów, dlatego znają ją zarówno starsi jak i najmłodsi widzowie i mimo że już jest dawno pełnoletnia, to ciągle bawi, zachwyca.
Przypomnijmy sobie czołówkę serialu.
poniedziałek, 26 września 2011
Warszawa. Krakowskie Przedmieście. Przewodnik dla dzieci i rodziców
"Warszawa da się lubić" śpiewał przed laty Adolf Dymsza i trudno się z nim nie zgodzić. Lubię Warszawę, bo jest tak różna od miejscowości, w której mieszkam. Lubię ją za rwetes i harmider, za gwar na ulicy, za śpieszących gdzieś ludzi. Miasto tętni życiem. Jeżeli chodzi o moją znajomość stolicy, to przyznaję, nie jest ona najlepsza. I to zarówno pod względem topograficznym jak i urokliwych miejsc, zabytków, budowli. Owszem nie pomylę Pałacu Kultury i Nauki z Pałacem Prezydenckim a Kolumny Zygmunta z Warszawską Syrenką, ale jeżeli kiedykolwiek będziecie szukać przewodnika po stolicy, to do mnie nie dzwońcie. Chyba, że będę Was miała oprowadzić po Krakowskim Przedmieściu. Dzięki książce Marianny Gal "Warszawa Krakowskie Przedmieście. Przewodnik dla dzieci i rodziców", ta część stolicy nie ma już przede mną tajemnic.
"Warszawa Krakowskie Przedmieście...", to drugi tom z serii Polska na 6 (pierwszy tom: Stare i Nowe Miasto), w której poznajemy stolicę za sprawą rodziny Gościmskich. Tym razem państwo Gościmscy postanowiło zabrać dzieci na spacer Traktem Królewskim. Rodzina w czasie wycieczki gra w monopol. Dzięki zabawie, w której fikcyjnie kupują i sprzedają budowle bohaterowie a wraz z nimi i czytelnicy poznają historię oraz odkrywają uroki obiektów Krakowskiego Przedmieścia.
Książka Marianny Gal, to przewodnik, który jest świetną a pozycją skierowaną do dzieci. Nie ma on charakteru suchego informatora, lecz opowiadanej historii. Narratorem jest chłopiec imieniem Bolek. Spacerujemy Krakowskim Przedmieściem i podziwiamy min. Dziekankę, Kościół Karmelitów, Pałac Potockich, Pałac Prezydencki, Hotel Europejski, Brystol. Krótka informacja udzielona dzieciom przez rodziców przybliża historię danego obiektu. Przewodnik czyta się przyjemnie, można z niego dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Nie wiedziałam np. że zabytkowy słup, który stoi przed Kościołek Wizytek służył do przywiązywania koni. Teraz już wiem.
Kilka ostatnich stron książki skierowanych jest bardziej do rodziców niż najmłodszych czytelników. To już wiedza dotycząca historii stolicy: „Warszawa przez wieki” .
Książka jest pięknie wydana. Oprócz wykonanych przez Ewę Brykowską- Linierką oraz Kamilę Białkowskiej – Ismaił ilustracji znajdziemy w niej prezentujące dany obiekt zdjęcia. Do przewodnika dołączona jest mapa spacerów rodziny Gościmskich.
A zatem już nic nie pozostaje mi do dodania. Czytajcie książkę, bierzcie mapę w ręce i podążajcie śladami rodziny Gościmskich. Teraz może tylko na kartach książki, ale w przyszłości...
Autor: Marianna Gal
Ilustracje: Ewa Brykowska-Liniecka, Kamila Białkowska-Ismaił
Wydawnictwo: Veda
Oprawa: twarda
Ilość stron: 62
niedziela, 25 września 2011
Zmalujmy coś!
Nudziło mi się. :)
Ponieważ od zamierzchłych czasów liceum nic nie rysowałam, nie posiadam artykułów do rysowania. Wyszło jak wyszło i to jest pierwszy i ostatni raz, gdy coś takiego wrzucam. Ot taki niedzielny żarcik :D
sobota, 24 września 2011
Lustereczko powiedz przecie...
Są piękne, szlachetne, dobre. Jedne mieszkają w ogromnym, wspaniałym zamku, inne na skutek zrządzenia losu zostały rozdzielone z królewską rodziną, jeszcze inne wywodzą się z prostego ludu, ale dzięki zamążpójściu awansowały na królewskie salony. Wszystkie jednak czekają na "królewicza na białym koniu". Ten oczywiście zawsze się zjawia. Heppy End. Księżniczki, królewny - bohaterki Disneyowskich filmów animowanych. Kopciuszek, Śnieżka, Arielka, Aurora, Dżasmina, Bella, Roszpunka i Tiana, idolki małych dziewczynek, które z wypiekami na twarzach śledzą ich losy, marząc by zostać jedną z nich. Jest rzeczą oczywistą, że wymienione przeze mnie bohaterki nie są pomysłem scenarzystów studia Walta Disney'a. Znamy je z przeczytanych książek, z baśni opowiadanych przez rodziców, ( zwykle filmy są luźnymi adaptacjami znanych baśni), ale ja postanowiłam przedstawić je tak, jak zaprezentowane są w filmach Walta Disney'a. Animowane bohaterki oraz ich losy wielokrotnie różnią się od tych, które znamy z książek. U Disneya każda historia kończy się szczęśliwie i to nie dlatego, że filmy przeznaczone są dla najmłodszych widzów i złe zakończenie jest nie najlepiej odbierane przez dzieci. Nie, po prostu opowiedziana historia musi się wpisywać w amerykański sen o sukcesie.
Niedawno zapytałam chrześnicę, wielką fankę księżniczek i wszelakiej maści gadżetów z nimi związanych, która z bohaterek jest najpiękniejsza, która „najulubieńsza” odpowiedź była jedna: wszystkie są piękne, wszystkie ulubione. Przedstawiam Wam, zatem księżniczki, królewny, bohaterki filmów Walta Disney'a, a która jest najpiękniejsza, której historia najbardziej Was urzekła osądźcie sami. Dziś Wy możecie być magicznym lusterkiem. „Lustereczko powiedź przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?
Śnieżka- bohaterka pochodzącego z 1937 r. opartego na baśni braci Grimm, filmu pt. „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków”. Odznacza się nieprzeciętna urodą, co spędza sen z powiek złej macochy. Nie mogąca znieść pasierbicy królowa nakazuje myśliwemu zabicie Śnieżki. Myśliwy lituje się nad dziewczyną a jako dowód rzekomej zbrodni przynosi zajęcze serce ( w oryginalnej baśni, płuca i wątrobę dzika). Błąkająca się po lesie Śnieżka znajduje domek krasnoludków, zaprzyjaźnia się z jego mieszkańcami . Jednak za sprawą czarodziejskiego lusterka zła macocha dowiaduję się, że Śnieżka żyje, trzykrotnie próbuję ją zabić. Dwukrotnie Śnieżkę ratują krasnoludki, za trzecim razem dziewczyna zjada zatrute jabłko. I gdy już wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że ta historia zakończy się smutno. Niespodziewanie zjawia się królewicz, całuję Śnieżkę i…
W baśni braci Grimm Śnieżka odzyskuje przytomność w czasie niesienia trumny.
Walt Disney jednak jak zawsze romantyczny!
Kopciuszek- bohaterka pochodzącego z 1950 roku filmu animowanego pod tym samym tytułem. Kiedy rozpoczyna się fabuła filmu dziewczyna nie jest jeszcze księżniczką a jej droga do zamku jest trudna i usłana gorczycą i grochem. Kopciuszek mieszka wraz z macochą i dwoma siostrami Anastazją i Gryzeldą. Jej przyjaciółmi są myszy Jacek i Kajtek oraz pies Bingo. Myszki szyją jej pierwszą sukienkę na bal, myszki zostają zamienione w zaprzęgnięte do karecy konie. Disneyowski Kopciuszek nie gubi (tak jak się przyzwyczailiśmy) złotego lecz szklany pantofelek. Kiedy książę odwiedza panny w poszukiwaniu tej jedynej złe siostry w przypływie zazdrości tłuką bucik. Na szczęście Kopciuszek posiada drugi pantofelek. No i już wiemy, kim była tajemnicza postać na balu.
Aurora – to nikt inny jak "śpiąca królewna". Królewska córka obdarzona przez wróżki urodą i pięknym głosem. Niestety na królewnę zostaje rzucony zły czar. Zgodnie z klątwą w dniu swoich szesnastych urodzin ma ukłuć się wrzecionem i zapaść w głęboki sen. Nawet ukrycie Aurory w lesie i wychowywanie jej pod przybranym imieniem Różyczka nie są w stanie zapobiec złej wróżbie. Aurora kłuje się wrzecionem, zapada w sen. I teraz scena należy do odważnego księcia Filipa. Zjawia się i swoim pocałunkiem budzi królewnę z kamiennego snu Jak łatwo można zauważyć pochodzący z 1959 roku film „Śpiąca królewna” powiela schematy z nakręconego dwadzieścia dwa lata wcześniej filmu „Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków”.
Arielka– zadebiutowała na szklanym ekranie w 1989 roku w będącym bardzo luźną adaptacją baśni H. Ch. Andersena filmie „Mała syrenka”. W animacji swoje imię zawdzięcza nazwie farby, którą twórcy stosowali do kolorowania jej włosów. Bohaterka jest córką króla morza Trytona przybiera postać dziewczyny i syreny. Zakochuje się w uratowanym przez siebie księciu i odtąd gotowa jest do wielu poświęceń byleby tylko los połączył ją z ukochanym. Disneyowska syrenka nie płaci jednak tak wysokiej ceny za posiadanie nóg jak w baśni Andersena ( tam syrence zostaje obcięty język) zakończenie także jest inne. Arielka i książę Eryk kochają się i będą razem. Heppy End.
Bella to zaraz po Pocahontas moja najukochańsza postać z kreskówek Disney'a. Bohaterka filmu „Piękna i bestia” (1992). Zaczytana w książkach, mieszkająca w małym miasteczku, zwykła dziewczyna, córka wynalazcy. Kiedy jej ojciec zostaje uwięziony przez okrutnego, zamienionego w bestię księcia. Bella poświęca się i zostaje na zamku potwora. Jej dobroć, szczerość potrafią obudzić w bestii ludzkie uczucia. W końcu i Bella zakochuję się w księciu a jej miłość uwalnia go od złego czaru. Ciekawe, czy pod wpływem jakiejś osoby można tak bardzo się zmienić? W prawdziwym życiu - nie wiem, u Disney'a można.
Dżasmina - postać z pochodzącego z 1992 roku filmu pt. „Alladyn” Córka sułtana, która ma dość życia w luksusach i w murach pałacu. Pragnie wolności i przygody. Poznaję biednego Alladyna, który dzięki dżinowi z cudownej lampy zamienia się w księcia. Dżasmina zakochuje się w Alladynie, ale zgodnie wolą sułtana ma poślubić złego Dżafara. Po licznych perypetiach, w których niemałą rolę odgrywa wspomniana lampa, sułtan w końcu zmienia zdanie i wyraża zgodę na ślub Dżasminy z Alladynem.
Tiana – pierwsza czarnoskóra księżniczka w produkcj Disney'a. Bohaterka opartego na powieści E.D. Bakera „The Frog Princess” filmu „Księżniczka i żaba” (2009). Tiana mieszka w Nowym Orleanie. Pewnego dnia spotyka zaklętego w żabę księcia, kiedy go całuję zamiast zdjąć czar, sama przemienia się w płaza. Tiana i książę wyruszają w podróż. Muszą odnaleźć dobra czarownicę, bo tylko ona może zdjąć klątwę. Po drodze przeżyją liczne przygody no i oczywiście zakochają się w sobie, bo jakże mogło być inaczej.
Roszpunka to najmłodsze dziecko, które wyszło ze studia Walta Disney'a. Bohaterka, będącego luźną adaptacją baśni braci Grimm ( "Roszpunka") filmu "Zaplątani" (2010). Księżniczka mająca najpiękniejsze, najdłuższe i o magicznych właściwościach włosy. Porwana w dzieciństwie przez Gertrudę, została zamknięta w wieży. Pewnego dnia do wieży niespodziewanie wpada złodziejaszek Flynn, który to pomaga uciec księżniczce ze swoistego więzienia. W oryginalnej wersji baśni w wieży zjawia się książę, który na słowa wiedźmy, że nie zobaczy już księżniczki z rozpaczy wyskakuje z wieży, spada na ciernie i wykłuwa sobie oczy. Później wszystko dobrze się kończy, ale wyobraźni braciom Grimm, to nie można odmówić.
I na koniec Pocahontas. Wiem, wiem, nie jest to księżniczka, bohaterka nie mieszka we wspaniałym zamku i nie spotyka na swojej drodze bogatego księcia, ale jest to moja najukochańsza postać z filmów Disney'a i nie mogłam sobie odmówić przyjemności by o niej nie wspomnieć.
Pocahontas- córka indiańskiego wodza. Kocha naturę, przyjaźni się z szopem Meeko i kolibrem Flitem. Poznaje angielskiego poszukiwacza złota Johna Smitha, zakochuję się w nim. Pokazuje mu swój świat tak bardzo różniący się od cywilizacji, wspaniały. Na koniec filmu Pocahontas staje przed trudną decyzją. Wybiera, idzie za głosem serca.
Na filmie "Pocahontas" (1995) byłam z wycieczką szkolną w kinie. Do dziś mam przed oczami każdą scenę a w uszach brzmią mi słowa śpiewanej przez Edytę Górniak piosenki. I z tą piosenką Was zostawiam.
czwartek, 22 września 2011
Luźne zapiski
Nigdy nie mówiłam, że będzie to blog stricte recenzencki. Mówiłam tak? Pewnie, że nie. A ponieważ mam tysiące pomysłów na różne teksty dotyczące książek dla dzieci oraz filmów animowanych nie będę sobie żałować i co jakiś czas takowy tekst na blogu się pojawi.
Ostatnio czytałam książkę „Księżniczki z różnych stron świata”. Czternaście historii, które prezentują portrety pochodzących z różnych krajów księżniczek. Książka ta, podsunęła mi myśl, aby przypomnieć najsłynniejsze Disneyowskie księżniczki. I dlatego jutro, pojawi się tutaj tekst pt.: „Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie”
Ale to jutro :)
środa, 21 września 2011
Zapomniane... (Moje książki dzieciństwa)
Mam kilka półek z książkami. Na jednych z nich dumnie prezentują się opasłe encyklopedie i słowniki , na innych niczym w dzienniku szkolnym stoją uporządkowane lektury szkolne. Jeszcze inne przeznaczone są dla nowości wydawniczych. Ale mam jedną szczególną półkę. Może trochę niepozorną i ulokowaną na samym dole regału, ale wyjątkową. To na niej stoją moje książki dzieciństwa. Ukochane bajki , baśnie, powieści, komiksy. Książki, które otrzymałam od rodziców na urodziny, znalazłam pod choinką lub z uczniowską dumą odbierałam z rąk dyrektora za szkolne osiągnięcia. Książki te dawno są już pełnoletnie, od częstego czytania maja poobrywane kartki, zniszczone obwoluty, zdarza się, że wydawnictwa, których nakładem się ukazały dawno już nie istnieją. W porównaniu z dzisiejszymi pozycjami skierowanych do dzieci, moje książki wypadają blado. Nie mają trójwymiarowych elementów, magnesów czy innych edukacyjnych gadżetów. Bywa, że ilustracje są czarno-białe a papier pozostawia wiele do życzenia, ale mimo to, dla mnie są to książki wyjątkowe, bezcenne. Niedawno jednak uświadomiłam sobie, że coraz rzadziej do nich zaglądam. Gdyby nie cotygodniowe sprzątanie pewnie dawno okryłby je kurz. Postanowiłam to zmienić Od dziś zaczynam nowy cykl, cykl pt. „Zapomniane... (Moje książki dzieciństwa)"
Długo zastanawiała się jaką książką powinnam zacząć pisać nowy rozdział na blogu. Mój wybór padła na wydaną w 1989 roku książkę Cyrila Nazyrowa pt. „Rzeczpospolitą pszczół".
Pszczeli ul. Wszyscy jego mieszkańcy ciężko pracują. Pszczoły zbierają nektar i wypełniają plastry miodu . Wszyscy pracują oprócz trutnia Grubaska. Grubasek całymi dniami tylko leży, ziewa i wyjada miód. Kiedy pszczoły zwracają mu uwagę odpowiada, że jest głodny i przecież w zamian broni je przed wrogami. Pewnego dnia pszczoły zostają zaatakowane przez rój os. W bitwie ginie największy wróg pszczół Osesek. I mimo że nie jest to zasługa Grubaska, truteń całą chwałę przypisuje sobie. Mijają dni. Zbliża się jesień, zima a w ulu poprzez obżarstwo Grubaska brakuje miodu. Pszczoły udają się ze skargą do królowej. Królowa przyznaje im racie i wydaje nakaz opuszczenia przez trutnia ula. Grubasek wcześniej jednak pojął swój błąd, odleciał.
"Rzeczpospolita pszczół", to krótka, z oczywistym morałem opowiastka. Wszystko tu mamy jasne i proste. Pszczoły wielokrotnie i otwarcie mówią o wartości pracy oraz o konsekwencjach jej lekceważenia. Wyrażają to w swoich piosenkach, rymowanych mądrościach życiowych. Książeczka jest bogato ilustrowana. Nie są to wprawdzie barwne, nasycone kolorami obrazki, (raczej utrzymane w odcieniu brązu), ale i tak cieszą oko. Książka o trutniu Grubasku jest naprawdę fajna i miło było kolejny raz ją otworzyć. Muszę robić to częściej...
Autor: Cyril Nazyrow
Tłumaczenie: Violetta Koseska-Toszewa
Ilustracje: Antonia Doczewa
Wydawnictwo: Bułgarski Chudożnik, Sofia
Rok wydania: 1989
Ilość stron: 16
wtorek, 20 września 2011
W małym kinie - " Smerfy"
Są twórcy, którzy wszystko czego dotkną zamieniają w złoto. Reżyserzy, którzy mając nawet kiepski scenariusz potrafią tak opowiedzieć historię, by wydobyć z niej to, co najlepsze, zaczarować widza. Są niestety i tacy artyści, którzy dysponując świetnym materiałem wyjściowym nie potrafią go wykorzystać, marnują i niszczą. I mam wrażenie, że do tej drugiej kategorii należy Raja Gosnella. Pamiętacie jakiego zaserwował nam w 2002 roku Scoobiego? ( „Scooby- Doo”). Tym razem reżyser na szklany ekran postanowił przenieść Smerfy. To się nie mogło dobrze skończyć.
Wioska Smerfów. Na skutek nieostrożności i niezdarności Ciamajdy wioskę odkrywa Gargamel. Smerfy uciekają. Docierają do wodospadu, a tam otwiera się magiczny portal. Papa Smerf, Ciamajda, Smerfetka, Śmiałek, Ważniak i Maruda przenoszą się do Nowego Yorku. Tu poznają Patricka i jego żonę, zaprzyjaźniają się z nimi. Ale wraz ze Smerfami do Nowego Yorku przeniósł się także Gargamel z Klakierem. Czarnoksiężnik za wszelką cenę chce schwytać niebieskie stworzonka. Smerfy muszą uporać się z Gargamelem oraz znaleźć sposób na powrót do domu.
Film "Smerfy" oparty jest na starym i oklepanym schemacie, ale to nie znaczy, że nie mógł być wspaniałą rozrywką .W końcu przeniesienie Smerfów do wielkiej metropolii dawało twórcom nieograniczone możliwości. Mogło być początkiem wspaniałej przygody i wielu zabawnych sytuacji. Niestety tak się nie stało. Dziwiło mnie, że Smerfy niczemu się nie dziwią. Telefony, telewizory, samochody nie robiły na nich żadnego wrażenia.
Żarty w filmie są żenujące. Już w pierwszych scenach Gargamel nazywa Smerfy "ścierwami", później jest tylko gorzej. Widzimy Gargamela, który toi toi uznaje za niezwykle miejsce a muszle sedesową za czarodziejski kociołek, który załatwia swoje potrzeby fizjologiczne w kubełek na szampana. W filmie dominują kloaczne żarty, które mnie jakoś nie bawiły .
Film „Smerfy” jest połączeniem techniki komputerowej z grą aktorską. I w tej materii twórcy także się nie popisali. Komputerowe Smerfy są tragiczne. Przypominają straszne stworki, które nie mają nic wspólnego z miłymi i sympatycznymi znanymi nam z komiksów lub filmów animowanych bohaterami.
O grze aktorskiej tak naprawdę nie można nic powiedzieć. W filmie w roli Patricka wystąpił Neil Patrick Harris. Nie jest to rola na miarę Oscara, bo przy takim scenariuszu aktor nie mógł rozwinąć skrzydeł. Zagrany zaś przez Hanka Azaria Gargamel jest okropny. Ni straszy ni śmieszy. Po prostu tragedia.
Film „Smerfy” jest kolejnym nieudanym eksperyment przeniesienia bohaterów filmu animowanego w fabularną historię. Zawsze po obejrzeniu takiego filmu mam ochotę powiedzieć: Nie róbcie tego więcej!
„Hej, dzieci, jeśli chcecie zobaczyć Smerfów las”, to na pewno nie w filmie Raja Gosnella
Nie polecam!
Reżyseria: Raja Gosnell
Scenariusz: Jay Scherick, David Ronn
Premiera: 2011
Produkcja: Belgia, USA
Obsada: Neil Patrick Harris, Jayma Mays, Sofia Vargara, Hank Azaria
Reżyseria: Raja Gosnell
Scenariusz: Jay Scherick, David Ronn
Premiera: 2011
Produkcja: Belgia, USA
Obsada: Neil Patrick Harris, Jayma Mays, Sofia Vargara, Hank Azaria
niedziela, 18 września 2011
Alicja w Krainie Czarów
Opowiedziana przez Bogumiłę Kaniowską historia ośmioletniej Alicji nie jest wiernym tłumaczeniem oryginalnego tekstu. Nie znajdziemy w niej wielu motywów i wątków, a to dlatego, że oparta na powieści Lewisa Carrolla książka, jest pozycją skierowaną do najmłodszych czytelników. Z założenia ma być prosta i zrozumiała, ma zachwycać i zachęcać do lektury. I tak się dzieję. Razem z Alicją przemierzamy niezwykłą krainę, krainę, którą rządzi Król i Królowa Kier i w której zwierzęta mówią ludzkim głosem . Spotykamy szalonego Kapelusznika, uśmiechającego się kota. W tym świecie wszystko jest zaczarowane i magiczne - cudowne. Bogumiła Kaniewska dostosowała tekst do możliwości percepcyjnych dziecka. Autorka nie posługuje się archaizmami czy niezrozumiałymi dla dziecka wyrazami.
Ale o wyjątkowości "Alicji w Krainie Czarów" nie świadczy tylko tekst, zachwycają wspaniałe wykonane przez Zdenka Baśića ilustracje oraz ukryte na kartach książki "niespodziewajki": okienka, magiczne drzwiczki, znikający kot, wysypujące się z książki karty. "Alicja w Krainie Czarów" jest jedną z nielicznych dostępnych na rynku pozycji, w której tekst i szata graficzna są utrzymane na bardzo wysokim poziomie. Tu obrazki nie mają za zadanie rekompensować lub odciągnąć uwagę czytelnika od słabego tekstu. Tu wszystko jest wspaniałe.
„Zacznij od początku – z wielką powagą odrzekł Król – i czytaj dalej, aż doczytasz do końca , a jak doczytasz do końca , skończ czytanie”.
A ja Wam gwarantuję, że tę książkę zaczniecie czytać od nowa.
Świetnie zrobiona reklama, oddaje charakter książki. Popatrzcie!
Tekst : Bogumiła Kaniewska
Ilustracje: Zdenko Baśić
Wydawnictwo: Wilga
sobota, 17 września 2011
"Księżniczki z różnych stron świata"
Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam żeby zostać księżniczką. Z zapartym tchem czytałam opowieści, w których bohaterkami były księżniczki. Tak jak one chciałam mieszkać w ogromnym zamku, nosić piękne stroje, otaczać się wianuszkiem służby a u swego boku mieć odważnego i dzielnego młodzieńca. Czy brałam pod uwagę, że mój ojciec nie jest księciem, a w moich żyłach nie płynie błękitna krew? Pewnie, że nie. Ja po prostu chciałam zostać księżniczką.Oczywiście moje marzenia się nie spełniły, daremno wyczekiwałam królewicza na białym koniu, ale mimo to, nadal uwielbiam historię o pięknych i mądrych bohaterkach, historie, które przypominają mi dziecięce marzenia. I dlatego z nieukrywaną przyjemnością sięgnęłam po ukazaną nakładem Wydawnictwa Wilga książkę autorstwa Ewy Kleszcz „Księżniczki z różnych stron świata”.
Księżniczki z różnych stron świata”, to czternaście niezwykłych opowieści o księżniczkach zamieszkujących odległe krainy. Otwieramy książkę i przenosimy się do: Hiszpanii, Chin, Japonii, Afryki, Rosji… Poznajemy szlachetne, dobre, poświęcające się swoim pasjom księżniczki. Każda z nich ma wyjątkowe, często symboliczne i oddające charakter imię. Każda z nich ma za sobą jakąś historię. Bohaterki są szczęśliwie zakochane lub toną w smutku po stracie ukochanej osoby. Przyjaźnią się z ludźmi, kochają zwierzęta.
„Księżniczki z różnych stron świata”, to książka o miłości, przyjaźni, o wielkich i małych marzeniach. Dlatego bardzo żałuję, że teksty są tak krótkie. Skreślonych kilka zdań, to dla mnie stanowczo za mało. Czułam niedosyt. Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że książka jest przeznaczona dla dzieci w wieku 3- 9 lat i dopiero uczące się czytać dziecko, samodzielnie nie przebrnęłoby przez długie opowieści.
Nad opowiedzianymi przez Ewę Kleszcz historiami zdecydowanie królują wykonane przez Aleksandrę Chabros ilustracje. Barwne, zapierające dech w piersiach – wspaniałe. Odmalowane księżniczki odznaczają się nieprzeciętną urodą, pięknymi strojami i co ważne, każda z nich wpisana jest w kulturę swojego kraju.
Nad opowiedzianymi przez Ewę Kleszcz historiami zdecydowanie królują wykonane przez Aleksandrę Chabros ilustracje. Barwne, zapierające dech w piersiach – wspaniałe. Odmalowane księżniczki odznaczają się nieprzeciętną urodą, pięknymi strojami i co ważne, każda z nich wpisana jest w kulturę swojego kraju.
Pochodzącą z gorącej Hiszpanii Carmen zobaczymy w ognistym tańcu, chińska księżniczka Kasumi zachwyca pięknym kimonem zaś Biały Obłok przypomina Pocahontas. Ilustracje pobudzają wyobraźnię, pozwalają oderwać się od rzeczywistości, marzyć.
Książka opatrzona jest twardą oprawą, grube karty, duża czcionka i albumowaty format sprawiają, że dziecko odnajdzie radość czytania. Każda zaś mała dziewczynka pozwoli się porwać opowiadanym historiom, wspaniałym ilustracjom. Zapragnie zostać księżniczką. No dobra, nie tylko mała dziewczynka. ;)
Tekst: Ewa Kleszcz
Ilustracje: Aleksandra Chabros
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 32
piątek, 16 września 2011
środa, 14 września 2011
W małym kinie - "Hop"
Pamiętacie sympatyczną mysz Stuarta Malutkiego, kota Garfielda lub rezolutne wiewiórki: Alvina, Teodora i Szymona? Jeżeli tak, to do zaszczytnego grona ekranowych zwierzaków koniecznie dopiszcie zająca. Nie zwyczajnego szaraka, którego można spotkać na polu lub w lesie, lecz jedynego w swoim rodzaju zająca wielkanocnego. Poznajcie zająca Zet - bohatera najnowszego filmu Tima Hilla pt. „Hop”.
Wyspa Wielkanocna. Po fabryce wielkanocnych słodkości Zając Wielkanocy oprowadza swojego syna, pokazuje mu dobra i roztacza wizję, kiedy to junior przejmie cały interes i będzie w Wielkanoc rozwoził dzieciom słodkości. Zając Zet niby słucha, ale nie w głowie mu rodzinny biznes. Jest zapalonym perkusistą i chce zostać rockmenem. Nie mogąc dogadać się z ojcem ucieka z domu i wyrusza na podbój Hollywoodu. Tu spotyka Freda O'Hare, chłopaka - lekkoducha, który nie grzeszy pracowitością i który mimo że już dawno jest dorosły ciągle szuka swojego miejsca na ziemi. Po początkowej niechęci Freda do zająca, między bohaterami rodzi się przyjaźń. Tymczasem ojciec Zeta wysyła po niego specjalny oddział różowych beretów. Również na wyspie nie dzieje się najlepiej. Kurczak Carlos organizuje zamach, chce przejąć fabrykę, chce zostać symbolem świąt wielkanocnych.
Film “Hop”, to wspaniałe kino familijne. Oglądałam przygody zająca a z mojej twarzy nie znikał uśmiech, bawiłam się świetnie. Obraz Tima Hilla, to połączenie animacji komputerowej z rzeczywistą grą aktorów. Twórcy filmu spisali się znakomicie. Zając Zet jest nie tylko miły i bardzo sympatyczny, ale wygląda jak żywy. James Mersden w roli Freda odnalazł się doskonale.
Film „Hop” jest niezwykle kolorowy. Humor został dostosowany do najmłodszych widzów. Żadnych rubasznych żartów, dwuznacznych aluzji. Nawet dubbing, który w takich produkcjach zwykle mnie drażni, tym razem .współgra z obrazem. Warto także wspomnieć o ścieżce dźwiękowej. Żywiołowe piosenki, przy których zając wali na bębnach uatrakcyjniają obraz.
Film „Hop”, to doskonała rodzinna propozycja na niedzielne popołudnia. Ja obejrzałam raz, ale na pewno do niego jeszcze wrócę, warto.
Oto jedna z piosenek, które znalazły się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Hop".
Posłuchajcie! Taio Cruz "Dynamite"
Reżyseria: Tim Hill
Scenariusz: Ken Daurio, Cinco Paul, Brian Linch
Produkcja: USA
Premiera: 2011
Obsada: James Marsden, Russell Brand, Kaley Cuoco, Hank AzariaOto jedna z piosenek, które znalazły się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Hop".
Posłuchajcie! Taio Cruz "Dynamite"
wtorek, 13 września 2011
Kate DiCamillo "Cudowna podróż Edwarda Tulana"
Żadne słowa nie są w stanie wyrazić mojego zachwytu tą książką, żadne słowa nie odzwierciedlą jej wspaniałości, cudowności. Jest to książka, która wywołała we mnie prawdzie emocje, przy której się wzruszyłam, nie ukrywam - popłakałam. „Cudowna podróż Edwarda Tulana” Kate DiCamillo, to poruszająca serca i umysły niezwykle piękna opowieść.
Edward Tulan, to porcelanowy królik, którego właścicielką jest dziesięcioletnia Abilene Tulan. Dziewczynka kocha swoją zabawkę i traktuje jak członka rodziny. Edward posiada piękne stroje, razem z domownikami zasiada do stołu. Porcelanowa zabawka nie mówi i nie porusza się, posiada jednak świadomość. Myśli, uważa siebie za kogoś wyjątkowego. Wpatrzona w siebie nie liczy się z uczuciami innych, nie docenia tego, co posiada. Jednak w życiu nic nie trwa wiecznie, wszystko płynie, wszystko się zmienia. Pewnego dnia królik zostaje rozdzielone ze swoją właścicielką. Rozpoczyna się jego podróż…
„Cudowna podróż Edwarda Tulana”, to historia o miłości, przyjaźni, o tym, co w życiu jest ważne, o potrzebie budowanie więzi międzyludzkich, bliskości drugiej osoby. Edward Tulan nie wie, co to miłość. Kochany przez Abilene sam nie odwzajemnia uczuć. W chwili, kiedy zostaje rozłączony z dziewczynką za zaistniałą sytuacje obwinia Pellegrinie, nie widzi winy w sobie. Porcelanowa zabawka przechodzi kolejno z rąk do rąk. Dla każdego właściciela staje się kimś ważnym, wyjątkowym. To sprawia, że w końcu w niej samej budzą się uczucia. Przywiązuje się, kocha. Edward czuje smutek i tęsknotę, kiedy zostaje rozdzielony z rybakiem i jego żoną, z włóczęgą Bullem, cierpi kiedy umiera Sara Ruth. Dziwne, takiemu pięknemu uczuciu jak miłość, towarzyszy ból i cierpienie, czy zatem warto kochać, może lepiej pozostać kamieniem, skałą?
„Cudowna podróż Edwarda Tulana”, to historia o miłości, przyjaźni, o tym, co w życiu jest ważne, o potrzebie budowanie więzi międzyludzkich, bliskości drugiej osoby. Edward Tulan nie wie, co to miłość. Kochany przez Abilene sam nie odwzajemnia uczuć. W chwili, kiedy zostaje rozłączony z dziewczynką za zaistniałą sytuacje obwinia Pellegrinie, nie widzi winy w sobie. Porcelanowa zabawka przechodzi kolejno z rąk do rąk. Dla każdego właściciela staje się kimś ważnym, wyjątkowym. To sprawia, że w końcu w niej samej budzą się uczucia. Przywiązuje się, kocha. Edward czuje smutek i tęsknotę, kiedy zostaje rozdzielony z rybakiem i jego żoną, z włóczęgą Bullem, cierpi kiedy umiera Sara Ruth. Dziwne, takiemu pięknemu uczuciu jak miłość, towarzyszy ból i cierpienie, czy zatem warto kochać, może lepiej pozostać kamieniem, skałą?
„Cudowna podróż Edwarda Tulana” ukazała się nakładem wydawnictwa Philip Wilson. Książka została opatrzona pięknymi ilustracjami autorstwa Bagrama Ibatoulline’ego. Krótkie rozdziały oraz duża czcionka ułatwiają dziecku samodzielne czytanie. A warto aby najmłodsi poznali tę historię, bo to historia o człowieczeństwie.
Autor: Kate DiCamillo
Tłumacz: Małgorzata Dobrogojska
Wydawnictwo: Philip Wilson
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 208
poniedziałek, 12 września 2011
Andrzej Maleszka "Magiczne drzewo. Czerwone krzesło"
Któż z nas nie chciałby mieć czarodziejskiej różdżki, przedmiotu, który spełnia życzenia? Wypowiadamy marzenie i w jednej chwili przenosimy się do ciepłych krajów, jesteśmy posiadaczami willi z basenem, supernowoczesnego samochód lub przed nami pojawia się pyszny tort bezowy i lody czekoladowe z bita śmietaną. Mamy czarodziejski przedmiot i spełniamy swoje marzenia. Urealniamy to, o czym śnimy i czego skrycie pragniemy. Ale, co jeżeli spełniają się WSZYSTKIE życzenia? Wszystkie, tak bez wyjątku, zarówno te dobre jak i te wypowiedziane w przypływie gniewu i złości? Jeżeli chcemy by brat zamienił się w karalucha a siostra w obślizgłą ropuchę? I okazuje się, że posiadanie zaczarowanego przedmiotu nie zawsze niesie ze sobą pozytywne skutki. Przekonali się o tym bohaterowie książki Andrzeja Maleszki pt. „Magiczne drzewo. Czerwone krzesło."
W domu państwa Rossów trwają gorące przygotowania do wizyty ciotki Maryli. Jest to szczególna wizyta, ponieważ rodzina od pewnego czasu boryka się z problemami finansowymi i dlatego pragnie prosić o pomoc. W czasie przygotowań zostaje zniszczony tort. Mama wysyła dzieci: Filipa, Tośkę i Kukiego do cukierni po nowe ciasto. W drodze powrotnej Kuki dostrzega płynąca rzeką czerwone krzesło. Krzesło jak krzesło. Siedzisko, oparcie i cztery nogi. Nic nadzwyczajnego. Chłopiec jednak zabiera przedmiot do domu. Wizyta ciotki nie przebiega pomyślnie, siostra mamy odmawia udzielenia pożyczki. Tymczasem zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Spełniają się wypowiadane przez dzieci marzenia. Niestety spełnia się także życzenie ciotki Maryli. Zawsze kochający rodzice nagle odtrącają dzieci i nie licząc się z ich uczuciami postanawiają podjąć pracę na statku. Rodzeństwo zostają zmuszone do zamieszkania z ciotką Marylą. Szybko jednak odkryje, że przedmiotem spełniającym życzenia jest czerwone krzesło. Zachowanie rodziców było zaś wynikiem rzuconego na nich czaru. Ponieważ moc krzesła nie działa na odległość dzieci postanawiają udać się do Kopenhagi. W stolicy Danii ma cumować statek, którym podróżują rodzice, Dla dzieci jest to szansa, aby anulować zaklęcie. Wyruszają w fascynującą, pełną niezwykłych wydarzeń podróż.
„Magiczne drzewo. Czerwone krzesło”, to książka, którą czyta się z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Jest wspaniała. Pełna niezwykłych wydarzeń i magii, ale jednocześnie dzięki temu, że bohaterami są zwykłe dzieciaki, tak bardzo bliska i realna. Filip, Tosia i Kuki to rodzeństwo, które często się kłóci i przekomarza, ale w ciężkich chwilach wspiera i może na siebie liczyć. Wraz ze znalezieniem przez Kukiego czerwonego krzesła ich życie staje się jedną niekończącą się przygodą. Nieprzemyślane lub nieprecyzyjnie sformułowane życzenie powoduje wiele niebezpiecznych jak i zabawnych sytuacji. W salonie ciotki Maryli pojawia się krowa, super pojazdem okazuje się szpitalne łóżko. Dzieci uciekają przed pragnącym zdobyć krzesło złym Maxem Rozmusem. Zamieniają czterdziestoletnią zgryźliwą ciotkę w małą dziewczynkę. Ciotka przypomni sobie dzieciństwo, zastanowi się nad swoim postępowaniem.
Powieść Andrzeja Maleszki charakteryzuje się ciekawą fabułą, wartką akcją, ciepłym humorem, wspaniale skrojonymi bohaterami przede wszystkim zaś, doskonałą znajomością dziecięcej psychiki. Jest to książka opowiadająca o dzieciach i pisana z myślą o dzieciach. I dlatego jest taka cudowna.
Polecam.
Autor: Andrzej Maleszka
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2009
Oprawa: twarda
Liczba stron: 240
Książka "Magiczne drzewo. Czerwone krzesło" powstała na podstawie filmu pod tym samym tytułem.
Posłuchajcie, co Pan Andrzej mówi o swojej książce oraz pracy nad filmem.niedziela, 11 września 2011
Dinozaury. Encyklopedia dla dzieci w wieku 7-10 lat
Pamiętam rok 1993, na ekranach kin zagościł „Park Jurajski” Stevena Spielberga. Film opowiadający o parku rozrywki, w którym główną atrakcją miały być przywrócone do życia dinozaury okazał się kasowym sukcesem. Nastała „dinozauromania.” Koszulki, kubki, plakietki z wizerunkami prehistorycznych gadów sprzedawały się jak świeże bułeczki. Wielka popularnością cieszyły się publikacje, których tematem były dinozaury, każdy chciał zostać ekspertem od prehistorycznych gadów. Byłam wtedy dzieckiem i jak większość dałam się wciągnąć w wir pozytywnego szaleństwa. Jak gąbka chłonęłam informacje dotyczące dinozaurów. Przeczytałam wiele książek poświęconych wymarłym gadom, ale takiej jak „Dinozaury. Encyklopedia dla dzieci w wieku 7-10 lat” niestety nie dane mi było. Rynek księgarski nie oferował wtedy takiej pozycji.
„Dinozaury. Encyklopedia dla dzieci w wieku 7-10 lat”, to znakomite kompendium wiedzy dotyczące wymarłych gadów. Cztery rozdziały: Prehistoria, Życie gadów, Roślinożercy i Mięsożercy zawierają informacje dotyczące okresu, w którym żyły dinozaury, charakteryzują poszczególne ich gatunki oraz przedstawiają hipotezy przyczyn wymarcia. Z książki dzieci dowiedzą się jak dany gatunek wyglądał oraz czym się wyróżniał spośród „dinozaurowej rodziny”. Przeczytają o znaleziskach i sukcesach paleontologów. Piąty rozdział „Wiem więcej”, to pytania - ciekawostki dotyczące dinozaurów, słowniczek, w którym zostały objaśnione mogące sprawić dziecku pojęcia oraz swoisty informator, w którym odnajdziemy wzmianki o najpopularniejszych na świecie dinoparkach, muzeach historii naturalnej. W tym rozdziale zaprezentowano także galerię wszystkich opisanych w książce dinozaurów.
Treść książki została dostosowana do odbiorcy. Krótkie, napisane prostym językiem teksty pozwalają dziecku szybko przyswoić wiedzę i nie zagubić się w gąszczu specjalistycznych terminów. Tym, co jednak najbardziej zwraca uwagę w książce jest szatą graficzną. Encyklopedia jest pięknie wydana. Twarda oprawa, barwne ilustrację oraz duża umożliwiająca dziecku samodzielne czytanie czcionka zachęca do lektury i poznania prehistorycznych gadów.
Polecam.
Redakcja: Anna Heine
Autor ilustracji: Artur Lobus
Wydawnictwo: Siedmioróg
Rok wydania: 2008
Oprawa: twarda
Ilość stron: 64
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























